Najlepszy strzelec w Anglii

 



Zane McRoy był największą gwiazdą Manchesteru United. I najdroższą. Za jego transfer do klubu zapłacono rekordowe 110 milionów funtów. Oprócz imponujących piłkarskich umiejętności słynął także z niezwykłej urody. Plakaty z jego wizerunkiem wisiały w pokojach nie tylko nastolatek na całym świecie, ale też nad łóżkiem Arnolda.

Ten codziennie rano budził się z widokiem na najprzystojniejszego piłkarza angielskiej Ligii. Poranna erekcja u osiemnastolatka to normalna sprawa. Jednak wzwód przybierał na sile, gdy tylko rzucał okiem na dobrze zbudowanego faceta z plakatu. Początkowo nie wiązał tego z seksapilem, którym emanował Zane McRoy. Często z rana by szybko pozbyć się erekcji przed szkołą walił sobie konia w toalecie. Do niedawna próbował wtedy myśleć o koleżankach ze szkoły i ich uwydatnionych biustach. Zajmowało mu to dłuższą chwilę, ale dochodził. Wytrysk nie był jednak zbyt obfity. Gdy strzelał sobie po kilku minutach na dłoń śnieżnobiałą, zdrową spermą to miał wrażenie, że w prawdzie było to całkiem przyjemne, ale nie było… tego czegoś.

 Przez to po kilku godzinach w szkole jego młodzieńcze podniecenie ponownie budziło się w zakamarkach jego bokserek. Dziwnym trafem najbardziej uciążliwe było to zawsze po lekcjach wf-u. Arnold interesował się piłką nożną, od kiedy pamiętał. Zawsze chętnie grał w szkolnej drużynie. Nie był może najlepszym w strzelaniu goli do bramek, ale sama gra sprawiała mu dziką frajdę. Bieganie, adrenalina, wiatr rozwiewający włosy, pot i… ocieranie się oraz upadanie na kolegów z boiska. Po skończonej grze, gdy wszyscy przebierali się wspólnie w szatni jego wzrok wędrował dyskretnie po ciałach kolegów. Niektórzy czuli się tam na tyle swobodnie, że paradowali bez niczego przed innymi. Gdy pewnego razu najbardziej barczysty, Conor, olśnił go swoim kształtnym tyłkiem, Arnoldowi, aż zawirowało w głowie. To była jedna z najładniejszych dup jakie widział w życiu. To wtedy stało się dla niego jasne, że kobiece ciała nie wywołują u niego tak silnych wrażeń. To na widok samca penis jak rażony prądem zaczął budzić się do życia. Arnold szybko upychał go w spodnie i wypadał z szatni jak poparzony. Nie chciał, żeby, ktokolwiek zauważył, że mu staje na widok kolegów! Drąg jednak przez całą drogę do domu nie dawał za wygraną i gniótł go w spodniach. Mieszkał kilka przecznic od szkoły, więc na piechotę droga zajmowała mu kilka minut, nie dłużej. Tym razem leciał jak na skrzydłach niesiony podnieceniem. Wiedział, że jak tylko wróci, to musi sobie ulżyć. Nie wytrzyma. Trzymał kutasa w spodniach cały dzień. Musi zaznać upragnionej wolności. 

Gdy wpadł do domu, jednym okiem zarejestrował matkę stojącą przy garach, a drugim ojca, który siedział w fotelu i oglądał mecz. Grał dzisiaj Liverpool z Chelsea. To nie byli ulubieńcy Arnolda. Ten jeden, największy ulubieniec czekał już na niego w pokoju na górze. Wpadając do sypialni rzucił plecak na podłogę i wolno przekręcił klucz w drzwiach. Zamek cichutko kliknął. Poczuł się w pełni spokojnie i bezpiecznie. Serce mu zabiło mocniej. Czas na show. 

Nie czekając na nic dłużej rozpiął sobie pasek i ściągnął jeansy. Metalowy dźwięk zadudnił o podłogę. Arnold ułożył się wygodnie na łóżku idealnie naprzeciwko plakatu z Zanem McRoy’em. „Wróciłem, piękny” – pomyślał, masując sobie penisa przez materiał bokserek. Drąg był już nagrzany, ale wiedział, że zaraz jeszcze dołoży do pieca. Wsadził sobie rękę w majtki i zaczął się dotykać po nabrzmiałych jajach. Aż cichutko jęknął. Uwielbiał swoje dorodne jądra. Ich delikatną skórę i masywność u dołu. Chwycił je mocniej i przyjrzał się facetowi na plakacie, który był dla niego tym ze snów. Miał mocno zarysowane kości policzkowe, barczyste ramiona i mocno umięśnione uda. Chociaż na plakacie stał przodem Arnold wyobrażał sobie, że dupę też musiał mieć pięknie wyrzeźbioną. Arnold w końcu zsunął bokserki i uwolnił swojego siedemnastocentymetrowego kutasa. Aż pacnął mu o brzuch. Zaczął rytmicznie sobie walić. 

Wyobrażał sobie, że widzi nagiego Zane’a. Z jego piękną klatą i wąską talią. „Daj mi do buzi” – szepnął pod nosem sam siebie, trzepiąc sobie konia coraz szybciej. Jak na komendę włożył sobie dwa palce lewej dłoni do ust i zaczął je delikatnie ssać. Ślinił swoje palce i tańczył po nich językiem. Oczami wyobraźni widział w swoich ustach wielkiego kutasa McRoy’a. Kutasa, który delikatnie częstuje go swoim żołędziem. A z każdym kolejnym centymetrem karmi go całym swoim przyrodzeniem. Arnold przymknął oczy, jednocześnie przyspieszając ssanie i walenie. Było mu tak dobrze… Czuł, jak nasienie zbiera mu się w jajach i zaczyna wspinać się. Zwolnił. Wiedział dokładnie jak chce dojść. Wyciągnął sobie palce z buzi i posłał uśmieszek przystojniakowi z plakatu. Następnie usiadł na łóżku i odwrócił się na czworaka. Swoją młodzieńczą jędrną dupkę, z której tak był dumny wypiął w stronę piłkarza. „Wejdź we mnie, McRoy” – szepnął. Po czym dotknął wilgotnymi palcami swoją dziurkę. W uszach niemal usłyszał jak ślina syknęła na jego gorącym odbycie. Okrężnymi ruchami zaczął go masować. Wyobraził sobie język McRoy’a który maluje na nim kółka. Długo nie musiał czekać, żeby poczuć przymus złapania się drugą ręką za sterczącego kutasa. Zaczął ugniatać sobie nabrzmiałą głowicę, w której zebrała się krew z innych zakątków ciała. Czuł, jak przyjemne łaskotanie zbiera się u nasady jego jąder. Czuł, że już dłużej nie może się oprzeć. Wypiął jeszcze bardziej swój tyłek i wsunął się raptownie w dziurkę. „Mhm” – stęknął. Czuł, jak ciepło jego wnętrza oplata jego palce. Jak pragną rozciągnąć go od środka, dostarczając mu tego, czego tak pragnął od momentu, kiedy rano otworzył oczy. Arnold zaczął wpychać swoje palce milimetr po milimetrze, aż poczuł, że dotarł do końca. Jęknął. To było to czego potrzebował. Wiedział, że czeka go najprzyjemniejszy zwód piłkarski zwany stop and go. Rozchylił nogi szerzej i pochylił się wolno maksymalnie do przodu, aby penis położył się na kołdrę. I zaczął swój ulubiony moment. Natychmiastowy sprint. Wpychał szybko tam i z powrotem palce w swój tyłek, jednocześnie pocierając penisa o kołdrę. „Tak, Zane, tak…” – jęczał cichutko w poduszkę. Popatrzył na siebie oczami osoby z boku. Widział, jak oddaje się nieskrępowanie swojej największej przyjemności, jaką podarowała mu natura. Jak nie czuje żadnego wstydu. Jak palce łapczywie pragną się dostać do jego prostaty. Jak penis pulsuje nabrzmiały spermą, który przepływa po całej długości. Widzi jak rucha go jeden jedyny Zane McRoy. „Boże, jak mi dobrze…” – pojękiwał. Ciepła bielutka sperma, jak gdyby tylko czekała na pozwolenie. Wystrzeliła z młodocianego kutasa. Każdy jego skurcz, który ją wypluwał, jednocześnie zaciskał mu zwieracze na palcach z tyłu.

– Goooooooool! – wrzasnął ojciec, którego głos głucho dobił się do drzwi jego sypialni.

Uda wypiętego nadal Arnolda zaczęły delikatnie się trząść. To był orgazm, którego pragnął od rana. Silny i głęboki. Taki, który daje ulgę na o wiele dłużej.

Komentarze